czwartek, 17 stycznia 2013

Tajemniczy nieznajomy

 Dzień był nie taki jak zwykle. Nikt się nie śmiał, nie bawił, nie wariował. Jakby wszyscy próbowali naśladować Leeth.
   Szczeniaki ją kochały. Była po prostu dla nich wzorem do naśladowania, ale ona nie lubiła szczeniaków. Dlatego starała się ich unikać, a to było dla tych maluchów jeszcze większą zabawą. Nawet szczeniaki Kalisy lubiły swoją ciocię Leeth i przepędzał inne szczeniaki od swojej ulubionej cioci. Dlaczego ulubionej? One traktowały każdego, kto jest fajny jako swoją ciocię, a to że Leeth była ich ciocią to był dopiero zaszczyt! Idąc wraz z Leeth wychwalały się tym z kim idą, a inni im zazdrościli. Leeth przeżyła nie jedną przygodę i zna życie jak nikt inny, ale nie spodziewała się że czeka ją jeszcze jedną. Kiedy wszyscy już spali Leeth wymknęła się na swój 'krótki' spacerek nad jej ulubione magiczne jeziorko, o którym tylko ona wiedziała. A raczej tak myślała. Usłyszała szelest za krzakami i natychmiast się zerwała.
- Grr... Wyjdź! Nie boję się ciebie! - Krzyczała, ale nikt nie wyszedł i nie było słychać absolutnie nic oprócz szelestu liści i głośnego powiewu wiatru - Może mi się przesłyszało? Ale mi się nigdy nic nie przesłyszało... Czyżbym była już stara?
Zastanawiała się gdy nagle ktoś na nią wskoczył. Był to wilk. I to dość silny.
- Ej no! Złaź ze mnie albo wezwę watahę!
- Nie sądzę... Pomyślą, że się boisz jednego, słabego wilka i już nie będziesz ulubienicą szczeniąt.
- Skąd wiesz, że jestem ich ulubienicą? Należysz do nas?
- Nie. Ja to po prostu wiem.
Kiedy tajemniczy wilk zszedł z niej ona natychmiast wstała, otrzepała się z ziemi. Zdążyła jednak zobaczyć i zapamiętać jego twarz, a potem wróciła i zasnęła śniąc o nim.


Zaginiony, a może jednak nie?

 Dzień był piękny. Powiewał lekki wiaterek, wilczyce wyszły ze swoimi pociechami na łąkę. Wszyscy pozwolili sobie na chwilę relaksu.                                                                                                                                                                                                                                  Walki, niewinne zabawy, bieganie za motylkami, wyścigi, zabawa w chowanego. Bawili się świetnie, ale       jedna wilczyca nie była zadowolona. Była to Leeth, o której jest ta historia. Nie miała przyjaciół, rodziny, partnera, była samotna. Wzdychała tylko, kładła się na miękkiej trawie i spała. Przywódczynią stada była jej starsza siostra Kalisa, a jej partnerem był Nightmare. Kalisa była dość spokojna, waleczna, odważna, ale miała jedną wadę, którą stara się ukrywać. Była nieśmiała i nie lubiła walczyć. Zawsze liczyła na pomoc Nightmare'a, ale pewnego dnia zniknął. Wszyscy go szukali po całym terenie watahy Pyrusa.
- Nightmare! Nightmare! Nie rób sobie ze mnie żartów! - Krzyczała zdezorientowana Kalisa. - To nie jest śmieszne!
- Sądzisz, że Nightmare bawiłby się w najlepsze kiedy my szukamy go po całym terenie? Bo ja tak nie sądzę. - Powiedziała Leeth i natychmiast wróciła do swoich zajęć.
Kalisa spojrzała na Leeth i wróciła do poszukiwań strasznie oburzona zachowaniem swojej siostry w takiej strasznej sytuacji. Nagle było słychać jak ktoś powiedział :
- Co wy najlepszego wyprawiacie? 
To był Nightmare. Był cały mokry i dyszał. Kalisa walnęła go łapą w puszczek.
- Jak mogłeś wywinąć mi i nam wszystkim taki kawał? 
  Może i Kalisa była zła na Nightmare'a przez resztę dnia, ale potem jej przeszło i śmiała się razem z innymi z całego tego zajścia.